
Jesień idzie przez las….
Uwielbiam jesień, te zmieniające się kolory, klucze odlatujących żurawi i dzikich gęsi, zbieranie grzybów, powracający spokój po wyjeździe turystów. Wyjątkowo ciepłe dni sprawiają, że większość czasu spędzamy na dworze. Zula jak zwykle wyleguje się na słońcu, biega za piłką po ogrodzie i płoszy wiewiórki, które już zaczynają szykować zapasy na zimę.







W tym roku jest wyjątkowo pięknie. Jedyne, co mnie przeraża, to coraz krótsze dni i mnóstwo pracy w ogrodzie. Z drzew pospadały suche liście i sosnowe igły, które zasłały grubą warstwą całą działkę. Na samą myśl, że to wszystko trzeba zgrabić, robi mi się słabo, ale cóż, jak to mówią, kto ma pszczoły ten ma miód. Nikt za mnie tego nie zrobi.

Przerwy w grabieniu wykorzystuję na robienie zdjęć, póki jeszcze wszystkie liście nie opadły. Zula idealnie wpisuje się w jesienną kolorystykę.







