
Kolejny długi weekend…..
Kiedy mój przyjaciel Tomaszek zaproponował spędzenie weekendu z nami, bardzo się ucieszyłam, chociaż pojawił się pewien problem. Otóż Zula zaczęła swoje „trudne” dni i obawiałam się, czy Maciuś staruszek z chorym sercem jest gotów na takie emocje. Jednak chęć spotkania wzięła górę i po samochodowych przygodach goście wreszcie dojechali. Maciuś był tak bardzo zmęczony po podróży, że zachowywał się jak zwykle tzn. nawet nie zwrócił uwagi na Zulę. Dopiero rano, kiedy dotarły do niego zapachy roznoszone przez Zulę, obudził się w nim stuprocentowy samiec.



Do tej pory, podczas wszystkich spotkań, to Zula ganiała za Maciusiem namawiając go do wspólnej zabawy, co Maciuś całkowicie ignorował. Tym razem role się odwróciły i to on biegał za Zulą, co z góry było skazane na porażkę. Oczywiście próbowałam porobić trochę wspólnych zdjęć, co jednak nie było łatwe / jak zawsze zresztą/.

Nie mogliśmy pozwolić na to aby emocje zrobiły krzywdę Maciusiowi, dlatego też trzeba było robić psom przerwy we wspólnym przebywaniu w ogrodzie. Ale nawet w czasie kiedy Zula była zamknięta w domu, Maciuś szukał jej śladów. Mimo sędziwego wieku /13lat/ zachowywał się jak młodziak. Dawno nie widziałam jego tak energicznego.



Ale, jak to zwykle bywa, wszystko co dobre kiedyś się kończy. Nadeszła pora odjazdu gości. Maciuś czując co się szykuje, stwierdził, że on zostaje. Nie chciał wyjść z domu, bo wiedział, że czeka go wielogodzinna podróż do Warszawy.


W końcu udało się zapakować Maciusia do samochodu.

To był wyjątkowo miły weekend. Mogliśmy tylko żałować, że nie udało się pojechać z psami nad jezioro. Może jednak będzie jeszcze okazja, jeżeli zdrowie Maciusia pozwoli na kolejny wypad w Bory Tucholskie. Ja z Zulą już tęsknię za kolejnym spotkaniem.