Długi majowy weekend….

Długi majowy weekend….

Chyba każdy pies ma coś ulubionego do jedzenia. U mnie od zawsze były to naleśniki. Niby nic specjalnego, ale już na widok wyciąganego przeze mnie z szafki miksera, wszystkie psy reagowały nieskrywaną radością. Podobnie jak Juma i Cuba, również Zula nie może się doczekać, kiedy wreszcie coś dostanie. Najgorsze jest to oczekiwanie aż naleśnik wystygnie i zanim usmaży się następny, po tym zostanie tylko wspomnienie.

Kwiecień nie rozpieszczał nas pogodowo, było zimno i ciągle padały deszcze. Trzeba było dogrzewać się przy kominku.

Po tych chłodach, zresztą zgodnie z prognozami pogody na długi majowy weekend, nastąpiła gwałtowna zmiana. Zrobiło się wręcz upalnie, na słońcu zaczęli się wygrzewać nieproszeni goście. I niestety, spotkanie Zuli ze żmiją skończyło się ukąszeniem. Chociaż nie jestem panikarą, na widok Zuli z opuchniętym pyskiem i szyją, tym razem byłam przerażona, bo okazało się, że okoliczni weterynarze zrobili sobie wolne.

Nie będę opisywała ile wykonałam telefonów i ile przejechałam kilometrów w poszukiwaniu pomocy. Wreszcie udało mi się znaleźć czynny gabinet weterynaryjny w Kościerzynie. Zula dostała zastrzyk i zanim dojechałyśmy do domu, obrzęk zaczął się zmniejszać. Jeszcze przez kilka godzin Zula wyraźnie cierpiała, nie miała apetytu i dużo spała. Zgodnie z zaleceniem pani doktor, robiłam jej zimne okłady na pysk i szyję. Przykro było patrzeć na cierpiącego psa, ale w tym momencie nic więcej nie mogłam zrobić.

Widząc jak znikają obrzęki, wiedziałam, że najgorsze mamy za sobą.

Po 48 godzinach musiałyśmy jeszcze powtórzyć zastrzyk, ale tym razem jazda do Kościerzyny była już tylko miłą wycieczką. Przy okazji pani doktor poradziła mi jak wzmocnić skórę i sierść Zuli w związku z chorobą tarczycy. Mam nadzieję, że te wszystkie kuracje połączone z lekami na tarczycę sprawią, że Zula pozbędzie się tych paskudnych przełysień.

Wszystko wróciło do normy. Piękna pogoda sprawiła, że prawie całe dnie spędzamy na dworze.

Zaczęły się gonitwy po działce
Kopanie jam pod świerkami
Wypatrywanie wiewiórek, które cały czas przychodzą na wyżerkę.

Wszystko wraca do normy i spokojnie możemy cieszyć się piękną pogodą i urokami mieszkania w tak cudnym miejscu jak Bory Tucholskie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.